Przejdź do treści
Drzwi do szczęścia

Programista, który zaczął pracować rękami

4 min czytania
Programista, który zaczął pracować rękami

Pamiętam tę rozmowę z kumplami. Opowiadałem im, że właśnie dostałem robotę w zabezpieczeniach linowych. Praca fizyczna. Twardy chłop.

Jeden z nich uniósł brew.

„Ale ty jesteś programistą, nie?"

Byłem. Pięć lat studiów informatycznych. Kolejne lata przy monitorze, pisanie kodu, optymalizacja baz danych, spotkania online. Zarabiałem całkiem nieźle. Miałem to wszystko poukładane.

A jednak coś zgrzytało.

Tego nie uczyli na studiach

Zacząłem zauważać, że wieczorami po pracy siadam przed komputer i znowu coś klepię. Jakiś projekt, jakąś aplikację. Zawsze coś. Mówiłem sobie, że to rozwój, że robię coś dla siebie. Ale prawda była inna – uciekałem od monotonii.

Wyobraź sobie taką sytuację. Cały dzień przed ekranem. Plecy bolą. Oczy bolą. W głowie szum. Wracasz do domu i co robisz? Siadasz przed kolejny ekran. Bo to jedyna rzecz, którą znasz. Bo tak masz nauczone.

Dlatego postanowiłem spróbować innej drogi. Mój ojciec całe życie pracuje fizycznie i też poszedłem w tym kierunku. Pierwsze tygodnie w pracy fizycznej były koszmarem. Całe ciało protestowało. Ręce mi drżały wieczorem, gdy próbowałem złapać kubek z herbatą. Nogi odmawiały posłuszeństwa na schodach. Myślałem, że popełniłem największy błąd w życiu.

Ale coś dziwnego się działo.

Kiedy ciało zaczęło się odzywać

Po miesiącu zauważyłem, że zasypiałem błyskawicznie. Nie było tego przewracania się z boku na bok, nie było scrollowania po telefonie do drugiej w nocy. Głowa dotykała poduszki i gasłem. Sen był głęboki, ciężki, regenerujący.

Po dwóch miesiącach zniknęły bóle pleców, które towarzyszyły mi od lat. To uczucie, gdy wstajesz rano i nic nie boli – zapomniałem, jak to jest.

Po trzech miesiącach odkryłem, że mam energię. Prawdziwą energię, nie tę sztuczną z trzeciej kawy. Wracałem zmęczony fizycznie, ale umysł miałem czysty. To była zupełnie inna kategoria zmęczenia niż po całym dniu wpatrywania się w kod.

Ciało zaczęło się odzywać. Jakby przez te wszystkie lata programowania siedziało cicho w kącie i czekało. A teraz krzyczało – „nareszcie, nareszcie coś robisz".

Paradoks wieczorów przy kompie

Wiesz co jest najdziwniejsze? Teraz, po całym dniu ciężkiej fizycznej roboty, siadam wieczorami do komputera i... kod pisze mi się lepiej. Szybciej. Czyściej.

Mózg wypoczęty od ekranu jest głodny wyzwań. Nie męczę się już tym samym przez 12 godzin dziennie. Mam dwie różne rzeczy – dzień pracy rękami, wieczór pracy głową. I obie mają sens.

Kolega programista mówił mi kiedyś – „przecież to marnowanie twojego wykształcenia". To samo moja mama, brat, znajomi... Może tak to wygląda z zewnątrz. Dyplom informatyczny, a chłop łazi po linach i montuje zabezpieczenia.

Ale ja to widzę inaczej.

To nie jest marnowanie wykształcenia. To jest równoważenie. Większość ludzi robi albo jedno, albo drugie. Fizycznie albo umysłowo. A ja odkryłem, że potrzebuję obu. Że bez tego balansu coś mi zgrzyta.

Co straciłem i co zyskałem

Straciłem prestiż. Straciłem ten moment, gdy mówisz komuś, że jesteś programistą i widzisz w oczach uznanie. Teraz jak mówię, że robię przy linach, reakcje są... różne.

Straciłem też stabilność jednego miejsca. Wyjazdy, Polska–zagranica, nie ma regularności. To ciężkie dla rodziny, nie będę udawał.

Ale zyskałem coś, czego nie dało się kupić za żadne pieniądze z korporacji.

Zyskałem ciało, które działa. Zyskałem sen, który regeneruje. Zyskałem wieczory, które mają sens, bo robię coś z prawdziwej pasji, nie z desperacji.

Zyskałem świadomość, że nie muszę być tylko jedną rzeczą.

Bez gotowych odpowiedzi

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak porada „rzuć wszystko i idź pracować fizycznie". To nie o tym. To o tym, że czasem to, co wydaje się regresem, jest krokiem do przodu. Że czasem trzeba odejść od tego, co znane, żeby znaleźć balans.

Nadal szukam swojej definicji szczęścia. Przeczytałem już kilka książek na ten temat, ale wiesz co? Żadna nie dała mi gotowej odpowiedzi. Bo nie ma jednej odpowiedzi.

Jest za to proces. Próbowanie. Dopasowywanie. Słuchanie ciała, które przez lata krzyczało, a ja je ignorowałem.

I jest świadomość, że programista, który pracuje rękami, to nie żaden paradoks. To po prostu człowiek, który znalazł swój sposób na bycie w równowadze.

Choćby trochę.

Zobacz też