Kiedy przestałem udawać, że wszystko jest okej

Był wtorkowy wieczór, godzina pewnie koło jedenastej. Siedziałem przed laptopem i pisałem kolejny rozdział mojej książki o psychologii rodzicielstwa. Pisałem o budowaniu pewności siebie u dzieci, o tym jak ważna jest obecność rodzica. Wpisywałem kolejne zdania o fundamentach zaufania.
I nagle poczułem jak coś we mnie pęka.
Hipokryzja na ekranie
Pisałem o tym jak dzieci potrzebują czuć bezpieczeństwo, jak ważne są te codzienne chwile razem. A przecież większość tygodnia spędzam setki kilometrów od swoich. Siedmiolatka i czternastolatka dorastają bez mnie. Widzę je przez ekran telefonu częściej niż na żywo.
Siedziałem z palcami na klawiaturze i nie mogłem dalej pisać. Bo gdybym napisał jeszcze jedno zdanie o odpowiedzialnym rodzicielstwie, to byłaby kompletna hipokryzja.
Lata udawania
Przez lata mówiłem sobie że wszystko jest okej. Że robię co mogę. Że zarabiam dobrze, że to dla ich dobra. Że weekendy które razem spędzamy nadrabiają te wszystkie dni nieobecności. Wmawiałem sobie że to normalne. Że tak trzeba. Że każdy pracuje, każdy się męczy.
Nosiłem maskę szczęśliwego ojca który ma wszystko pod kontrolą.
Tamtego wieczoru maska spadła.
Prawda której nie chciałem zobaczyć
Bo nagle zobaczyłem prawdę której przez długi czas nie chciałem zobaczyć. Straconego czasu nie cofnę. Nieobecności nie da się wynagrodzić żadnymi prezentami. To nie jest film który można przewinąć. Siedmiolatka nie będzie znowu siedmiolatką. Czternastolatka za rok będzie miała piętnaście lat i zupełnie inny świat w głowie.
Oddalamy się od siebie. Widzę to za każdym razem gdy wracam. Potrzeba im chwili żeby się do mnie przyzwyczaić. Jakbym był gościem a nie ojcem.
Pustka
Zamknąłem laptop. Wyszedłem na dwór. Patrzyłem w czarną noc i czułem pustkę w środku. Taką prawdziwą. Nie lęk przed egzaminem. Nie stres przed spotkaniem. Prawdziwe uczucie że coś fundamentalnie robię nie tak.
Zawsze myślałem że szczęście to zarabiać dobrze, mieć rodzinę, planować przyszłość. Sprawdzać punkty z listy. Dom, praca, urlop. I udawać że wszystko gra. Uśmiechać się do ludzi. Odpowiadać że dobrze gdy ktoś pyta.
Ale to był pusty dom. Z pozoru wszystko na miejscu. W środku echo.
Pierwszy krok
Tej nocy zrozumiałem że nie mogę dłużej udawać. Że ta maska mnie dusi. Że jeśli chcę cokolwiek zmienić, muszę przestać okłamywać samego siebie. Muszę przyznać że coś jest nie tak. Że robię źle. Że boli.
To był pierwszy krok. Najtrudniejszy.
Bo łatwiej jest udawać. Łatwiej powiedzieć sobie że wszystko okej. Że jakoś będzie. Że taki mamy klimat. Łatwiej gonić za kolejną podwyżką myśląc że pieniądze coś naprawią. Łatwiej zapić to piwem albo zakopać w kolejnym projekcie.
Trudniej spojrzeć prawdzie w oczy.
Bez magicznej recepty
Nie mam dla ciebie magicznej recepty. Sam nadal szukam odpowiedzi. Nie zmieniam życia z dnia na dzień. Nadal wyjeżdżam do pracy. Nadal próbuję łapać równowagę między tym co trzeba a tym czego chcę. Wciąż popełniam błędy.
Ale już nie udaję że wszystko jest okej.
Drzwi do prawdy
To blog o drzwiach do szczęścia. Pierwszymi drzwiami przez które musiałem przejść były te najtrudniejsze. Drzwi do prawdy o sobie. Do przyznania że noszę maskę. Że próbuję być kimś kim nie jestem. Że gonię za czymś co nie daje mi spokoju.
Może ty też nosisz jakąś maskę. Może też udajesz przed ludźmi że masz wszystko pod kontrolą. Może też gonisz za czymś myśląc że to cię uszczęśliwi. I czujesz tę pustkę w środku.
Jeśli tak, to chcę żebyś wiedział że nie jesteś sam.
I że pierwszy krok to przestać udawać.








