Co straciłem, uciekając przed komputerem

Pamiętam dokładnie ten moment, gdy pakowałem walizki pierwszy raz. Córka miała wtedy sześć lat. Stałem przy drzwiach, przeglądałem w głowie listę rzeczy do zabrania. Ładowarka. Laptop. Dokumenty. Wszystko się zgadzało.
Dopiero w aucie zdałem sobie sprawę, że zabrałem komputer.
To brzmi absurdalnie, ale jest w tym coś ważnego. Uciekałem od programowania, od siedzenia przy biurku, od tego poczucia, że cały mój czas spędza się w czterech kątach z ekranem przed twarzą. Wybrałem pracę fizyczną, chciałem czegoś innego. Powietrza. Ruchu. Poczucia, że coś naprawdę zbudowałem, że efekt jest namacalny i widoczny od razu.
I zabrałem ze sobą laptopa.
Praca fizyczna
Praca fizyczna dała mi wszystko, czego się spodziewałem. Wracałem wieczorami zmęczony inaczej, bardziej uczciwie. Mięśnie dawały znać o sobie w sposób, który ma sens, bo powód jest oczywisty. Żadnego tego dziwnego wyczerpania po ośmiu godzinach przed monitorem, kiedy ciało jest nieużyte, a głowa przepełniona. Tutaj wszystko było proste. Praca, pot, wynik.
Ale wieczorami siadałem do komputera.
Na początku tłumaczyłem to sobie inaczej
To nie jest praca, to hobby. To projekty, które lubię. Blog, aplikacja, kod, który piszę dla siebie, nie dla pracodawcy. I faktycznie była w tym prawda. To inne pisanie kodu, kiedy sam decydujesz, co i po co. Żadnego szefa, żadnego scrumu, żadnego poczucia, że tworzysz coś dla kogoś, komu tak naprawdę nie zależy na produkcie.
Ale komputer to wciąż komputer. A ekran to wciąż ekran.
Pewnego dnia zadzwoniła córka
Nie pamiętam, o co jej chodziło, jakiś drobiazg. Rozmawialiśmy może trzy minuty. Kiedy się rozłączyłem, wróciłem do kodu. Myślałem o tej rozmowie może przez chwilę, potem skupiłem się z powrotem na tym, co robiłem.
Następnego dnia zadzwoniła znowu. Tym razem nie powiedziała prawie nic. Kilka słów, zapytała, kiedy wracam, i tyle.
Minął tydzień. Przestała dzwonić.
Tłumaczyłem sobie, że to naturalne. Że dzieci się adaptują, że to wiek, że ona ma swoje życie. Ale gdzieś głębiej wiedziałem, że stało się coś, co trudno nazwać wprost. Nie żadna trauma, nie żaden przełom. Po prostu pewna nić zaczęła się cienić. Tak cicho, że prawie tego nie słyszałem.
Kiedy wróciłem do domu
Kiedy wróciłem do domu po kilku tygodniach, zobaczyłem w jej oczach coś, czego wcześniej tam nie było. Coś jakby uprzejmość. Ta forma dystansu, kiedy ktoś jest miły, ale nie bliski. Kiedy dziecko patrzy na ciebie jak na kogoś ważnego, ale nie na tatę, który był tu wczoraj i będzie jutro.
Problem to nie nieobecność fizyczna
Przez długi czas myślałem, że problem to moja nieobecność fizyczna. Że wystarczy wrócić, pobawić się, spędzić weekend. I to prawda, obecność fizyczna ma znaczenie. Ale zacząłem rozumieć coś bardziej kłopotliwego.
Nawet kiedy byłem w domu, siedzieliśmy razem, a ja miałem w głowie projekt. Fragment kodu, który nie działał. Pomysł na wpis. Coś, co musiałem sprawdzić. Może tylko na chwilę, ale ta chwila potrafiła rozlać się na wieczór.
Uciekłem przed komputerem, żeby być bliżej czegoś. Nie byłem pewien, czego dokładnie. Może prawdziwości. Może prostoty. Może po prostu zmęczenia, które ma sens.
Ale komputer pojechał ze mną. I projekty pojechały ze mną. I ta część mnie, która zawsze ma coś ważniejszego do zrobienia za pięć minut, też pojechała ze mną.
Co straciłem
Straciłem różne rzeczy, uciekając przed komputerem. Niektóre z nich są oczywiste. Czas z dziećmi, który się nie powtórzy. Momenty, których nie da się odtworzyć i których nie da się niczym zastąpić. Nie pieniędzmi, nie zabawkami, nie „specjalnym weekendem".
Ale straciłem też coś innego, coś bardziej subtelnego. Złudzenie, że problemem było narzędzie.
Komputer nie był problemem. Byłem nim ja. Ta moja skłonność do ucieczki w projekt, w kod, w cokolwiek, co daje poczucie postępu i kontroli. Bo projekt ma strukturę. Ma pasek postępu. Ma momenty, kiedy coś działa i można poczuć satysfakcję natychmiast.
Relacje z dziećmi nie mają paska postępu. Nie ma momentu, kiedy coś kliknie i wiesz, że jesteś dobrym ojcem. Jest tylko czas i to, czy go dajesz, czy nie.
Tego się nie da naprawić kodem.








